23 cze 2026

Pamiętnik cymbalisty

Drodzy Czytelnicy, Sympatycy muzyki cymbałowej i Przyjaciele!

Dokładnie dziś oficjalnie ujrzał światło dzienne mój e-book zatytułowany „Pamiętnik cymbalisty”. To dla mnie moment wyjątkowy, zamykający pewien niezwykle intensywny etap pracy, a jednocześnie otwierający przestrzeń do spotkania z Wami poprzez tekst, który rodził się z czystej pasji i głębokiej potrzeby serca.

Okładka książki "Pamiętnik cymbalisty"
Okładka książki "Pamiętnik cymbalisty"

O czym opowiada „Pamiętnik cymbalisty”?

Ta książka nie jest zwykłym podręcznikiem ani suchym opracowaniem naukowym. To prywatna, a zarazem pełna technicznych i historycznych szczegółów opowieść o tożsamości, poszukiwaniu własnych korzeni i bezgranicznej fascynacji wileńską tradycją gry na cymbałach. Przeniosę Was w niej do świata moich najwcześniejszych wspomnień – od nostalgicznego szumu elbląskiego kołchoźnika i analogowych taśm magnetofonowych z lat 80., przez młodzieńczą miłość do syntezatorów i muzyki elektronicznej, aż po dojrzały powrót do tradycji brzmienia, którego fundamentem stała się muzyczna spuścizna mojego dziadka, Józefa Krupskiego.

Od fascynacji audio do kazimierskiej Baszty

Na kartach tego pamiętnika staram się udowodnić, że najpiękniejsze melodie w życiu pisze sam los, kiedy człowiek nie szuka poklasku, lecz idzie za głosem autentycznej, bezkompromisowej pasji. Dowiecie się jak ewoluowało moje spojrzenie na technologię audio, rejestrację dźwięku oraz kulturę hi-fi, która dziś pomaga mi dokumentować ginące tradycje. To opowieść o tym, jak rodzinna pamięć stała się siłą napędową do wieloletnich badań terenowych, prowadzenia tego bloga i wreszcie – zdobycia najważniejszego festiwalowego trofeum, czyli kazimierskiej Baszty.

Pobierz darmowy e-book „Pamiętnik cymbalisty”

Serdecznie zapraszam Was do lektury, która – mam głęboką nadzieję – zainspiruje Was do odkrywania własnych rodzinnych historii i docenienia unikalnego, ginącego piękna tradycyjnego instrumentarium. Książka jest w pełni darmowa i dostępna dla każdego, komu bliska jest kultura tradycyjna i miłość do jej brzmienia.

E-booka w formacie PDF możecie pobrać bezpośrednio pod poniższym linkiem:

DOI

Życzę Wam inspirującej lektury i z niecierpliwością czekam na Wasze pierwsze komentarze oraz wrażenia!

15 cze 2026

Wykład o cymbalistach wileńskich w Marcinkonys

Pomysł na wyjazd do Marcinkonys narodził się już w ubiegłym roku. To wtedy rozpocząłem intensywne przygotowania do multimedialnej prezentacji, która miała stać się sercem mojego wystąpienia na Litwie. Chciałem, aby nie był to tylko suchy wykład, ale żywa opowieść o pamięci i przetrwaniu.

Na prezentację złożyły się biografie wileńskich cymbalistów oraz szczegółowa analiza tego, w jaki sposób tradycja tej gry przetrwała we współczesnych granicach Polski. Choć szczegółowo opisałem kilka kluczowych sylwetek, to zależało mi, aby nikt nie został pominięty – podczas wykładu zaprezentowałem z imienia i nazwiska ponad 50 wileńskich cymbalistów.

Inicjatywa z ubiegłego roku wreszcie się zmaterializowała i w podróż wyruszyłem w piątek, 12 czerwca. Trasa była długa, liczyła prawie 700 kilometrów, ale stała się też okazją do niezwykle ważnych osobistych spotkań. 

Serdeczne spotkanie w Rudominie i podróż na Litwę


W Rudominie odwiedziłem rodzinę wileńskiego cymbalisty Piotra Kaczanowskiego. Artykuł o nim, który opublikowałem na blogu w zeszłym roku, do dziś przeczytało ponad 1100 osób, co czyni go najpopularniejszym wpisem w historii tej strony!

Serdecznie spotkanie z rodziną Piotra Kaczanowskiego

Spotkanie w Rudominie było niezwykle ciepłe i serdeczne. Miałem ogromną radość i zaszczyt zagrać na moich cymbałach dla bliskich tego niegdyś bardzo popularnego cymbalisty. Ponieważ Rudomino znajduje się blisko Piktokańców – miejscowości, w której mieszka moja rodzina – mam głęboką nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie. Przez napięty grafik i odległość, czas spędzony z krewnymi w Piktokańcach był niestety bardzo krótki.

Po dotarciu na miejsce docelowe – do malowniczego Marcinkonys – trafiłem w samo centrum tętniącej życiem tradycji. Warto wspomnieć, że wieś ta jest siedzibą dyrekcji Dżukijskiego Parku Narodowego. Założony w 1991 roku przy granicy z Białorusią, jest on największym parkiem narodowym na Litwie. Ponad 90% tego gigantycznego terenu stanowią gęste lasy, głównie sosnowe, które są domem dla bogatej fauny. Magii temu miejscu dodaje 48 ukrytych wśród borów jezior oraz liczne rezerwaty przyrody.

W tej niesamowitej, zielonej scenerii kursy gry były zorganizowane perfekcyjnie. Wokół widziałem dziesiątki uczestników, którzy z niesamowitym zaangażowaniem ćwiczyli na harmoniach, skrzypcach, bębenkach i cymbałach.

Wspólne zdjęcie cymbalistów

Niezwykli współlokatorzy i wymiana doświadczeń


Los uśmiechnął się do mnie również w kwestii zakwaterowania. Dzieliłem pokój z dwoma wspaniałymi ludźmi: Kazimierasem Blaževičiusem – wybitnym cymbalistą i harmonistą, oraz Arūnasem Lunysem –
muzykiem, folklorystą oraz cenionym organizatorem i koordynatorem wydarzeń kulturalnych, mocno zaangażowanym w ochronę i promowanie tradycyjnej kultury muzycznej Litwy. Błyskawicznie znaleźliśmy wspólny język, a Arūnas przekazał mi mnóstwo cennych materiałów źródłowych, które z pewnością wzbogacą moją nowo powstającą monografię.

Dzień wykładu: Warsztaty z bębnem i oklaski dla dawnych mistrzów


W sobotę, 13 czerwca, nadszedł czas na mój wykład. Zanim jednak do tego doszło, sam postanowiłem zamienić się w ucznia. W zeszłym roku kupiłem bęben obręczowy z myślą o wykorzystaniu go w kapeli, ale zupełnie nie potrafiłem na nim grać. Wystarczyło pół godziny spędzone na tamtejszych warsztatach prowadzonych przez 
Rimę Garsonienė, bym załapał podstawy i zrozumiał mechanikę tego instrumentu.

Mój wykład był prowadzony w języku polskim, a na bieżąco na język litewski tłumaczyła go Katarzyna Cibulskė. Publiczność zgromadziła się licznie i słuchała z zapartym tchem, zasypując mnie potem pytaniami. Najbardziej poruszającym momentem była jednak projekcja filmów archiwalnych pokazujących występy wileńskich cymbalistów przesiedlonych po II wojnie światowej do Polski, a także ich bezpośrednich uczniów. Chciałem ukazać wyjątkowość ich instrumentów i indywidualne style gry.

Fot. Andrius Cibulskas. Podczas wykładu.

Reakcja sali przerosła moje oczekiwania. Po każdym filmowym występie publiczność biła gorące brawa – tak, jakby ci dawni mistrzowie stali przed nimi na scenie. Wśród prezentowanych nagrań znalazł się m.in. występ Stanisława Kondrata. Los spiął tę opowieść piękną klamrą: wracając w niedzielę do domu, przejeżdżałem przez Gietrzwałd. Wstąpiłem do Stanisława i Urszuli Kondratów i miałem okazję osobiście opowiedzieć im o sukcesie na Litwie oraz pokazać filmy, które wywołały tak wielkie zainteresowanie w Marcinkonys.

Dźwięki wileńskich tradycji i podglądanie mistrzów przy pracy


Na zakończenie mojej prezentacji również i ja zagrałem na cymbałach wileńskie melodie, które dawno temu wykonywał mój dziadek Józef Krupski. Było to dla mnie ogromnie wzruszające przeżycie. Nie sądziłem, że mój występ wzbudzi również spore zainteresowanie wśród zgromadzonych słuchaczy.

Bardzo frapujące było dla mnie to, w jaki sposób Kazimieras Blaževičius prowadzi swoje kursy gry na cymbałach. Z wielką radością obserwowałem, jak młodzi ludzie stawiają swoje pierwsze kroki w nauce na tym instrumencie. Wielu z tych adeptów widziałem później wśród publiczności podczas mojego wykładu, co pokazuje, jak żywe i autentyczne jest tam zainteresowanie tą tradycją.

Zachwyt dżukijską naturą i podziękowania


Wyjazd to nie tylko praca naukowa, ale też chwile zachwytu nad otaczającą nas naturą. Wieczorem po wykładzie wzięliśmy udział w wycieczce do lokalnego skansenu. Mogliśmy tam podziwiać tradycyjną architekturę, metodę hodowli pszczół w barciach, podziwiać przyrodę oraz odbyć długie rozmowy pod dżukijskim niebem.

Ten wyjazd nie byłby tak wyjątkowy, gdyby nie ludzie. Z całego serca pragnę podziękować:

  • Katarzynie Cibulskė oraz jej mężowi Andriusowi za przyjaźń i nieocenioną pomoc językową,

  • Vajdzie Naruševičiūtė – głównej organizatorce całego wydarzenia, za zaproszenie i perfekcyjne przygotowanie imprezy,

  • Moim współlokatorom – Kazimierasowi Blaževičiusowi oraz Arūnasowi Lunysowi za życzliwość, muzykę i materiały naukowe,

  • Adamowi Martowi za niespodziewane spotkanie po latach i powrót do pasjonujących rozmów.

Dziękuję również wszystkim niewymienionym z nazwiska osobom, które tam spotkałem za ogromną życzliwość, z jaką spotykałem się na każdym kroku. Tradycja nie zna granic – brzmi w nas niezależnie od tego, gdzie rzuciły nas losy.

5 maj 2026

Cymbalista Jan Girwidz grał tak, jak podpowiadało mu serce

Jan Girwidz (1912–1991) był jednym z tych cymbalistów, u których granica między życiem a muzykowaniem właściwie nie istniała. Urodził się na Wileńszczyźnie, w okolicach Brasławia, w wielodzietnej rodzinie chłopskiej Józefa Girwidza i Anny z domu Dudy. Dorastał w warunkach skromnych, od najmłodszych lat pracując w gospodarstwie i pomagając rodzinie.¹ Już wtedy ujawniały się jego zdolności praktyczne – zarówno do pracy w drewnie, jak i do muzyki – choć żadnej z tych umiejętności nie zdobywał w sposób szkolny.

Z cymbałami zetknął się dzięki krewnemu, który potrafił zarówno grać, jak i budować instrumenty. Początki były typowe dla muzyka ludowego: pożyczony instrument, próby „na słuch”, stopniowe dochodzenie do wprawy. Girwidz sam mówił, że uczył się „prawie sam przez siebie” i trudno mu było ocenić, czy gra dobrze – ale w praktyce szybko wszedł w lokalny obieg muzyczny.³

Jan Girwidz
Jan Girwidz, fot. Barbara Grąziewicz-Chludzińska

Przedwojenne wesela i powojenne losy w Węgorzewie

Jeszcze przed wojną grywał regularnie na weselach na Wileńszczyźnie. Była to działalność intensywna, wpisana w rytm życia wsi. Kapela, w której uczestniczył, miała skład charakterystyczny dla regionu: skrzypce, cymbały, harmonia dwurzędowa i bęben.³ Taki zestaw potwierdzają również badania nad tradycją muzyczną tego obszaru – cymbały nie były instrumentem solowym, lecz częścią zespołowej praktyki tanecznej.⁴

Wojna przerwała tę ciągłość. Girwidz został wywieziony na roboty w głąb Litwy, pracował przy melioracji, na kolei i w rolnictwie. W 1945 roku wstąpił do Wojska Polskiego, a po demobilizacji wrócił na krótko w rodzinne strony, by wkrótce – wraz z rodziną – opuścić je na zawsze. W 1946 roku osiadł w Węgorzewie i objął niewielkie gospodarstwo.¹

W nowych warunkach muzyka zeszła na dalszy plan, choć nie zniknęła całkowicie. Początkowo grywał jeszcze z innymi muzykantami, ale z czasem jego aktywność wyraźnie się zmieniła. Do cymbałów wrócił po latach, już bardziej prywatnie – grał dla rodziny, znajomych, czasem dla młodzieży. Nie występował na scenie, unikał sytuacji publicznych, a nawet nagrania radiowe odbywały się w jego domu.¹ To przesunięcie z grania „do tańca” w stronę grania „dla siebie” dobrze pokazuje los wielu tradycyjnych muzyków po 1945 roku.

Podwójna pasja: Rzeźba i budowa cymbałów

Równolegle rozwijał się jako rzeźbiarz i twórca ludowy. Sam nauczył się pracy w drewnie, zaczynając od prostych narzędzi, z czasem tworząc własny warsztat. Brał udział w przeglądach i wystawach, a jego prace trafiły do muzeów w Węgorzewie, Olsztynie, Suwałkach czy Toruniu.² W tym kontekście jego działalność muzyczna nie była czymś odrębnym, lecz częścią szerszej aktywności twórczej.

Rzeźby Jana Girwidza
Rzeźby Jana Girwidza - fot. Nasze dziedzictwo kulturowe, 2014

Szczególnie interesujące jest to, że Girwidz sam budował cymbały. Wykonał kilka instrumentów, ucząc się konstrukcji metodą prób i błędów. Wiedział z doświadczenia, jakie drewno „gra” lepiej, a jakie tłumi dźwięk. Zwracał uwagę na praktyczne detale – trwałość kołków, jakość rezonansu, wygodę gry. Nie trzymał się przy tym jednego wzorca: upraszczał instrument, ograniczał liczbę strun, dostosowywał go do własnych możliwości.³

Praktyka ponad teorię: Strój i technika gry

Podobnie było ze strojem i techniką gry. Nie potrzebował pełnej skali – wystarczał mu zakres około półtorej oktawy, pozwalający zagrać podstawowe melodie. Cymbały traktował jako narzędzie użytkowe, a nie instrument wymagający „poprawności” według zewnętrznych standardów.³

W późniejszych latach życia Girwidz coraz częściej występował w roli nauczyciela i depozytariusza pamięci. Chętnie dzielił się swoimi umiejętnościami z młodszymi, pokazywał, jak budować instrumenty, opowiadał o dawnych zwyczajach i muzyce. Jego dom stawał się miejscem spotkań, gdzie muzyka łączyła się z opowieścią, śpiewem i codziennością.¹

Skromny depozytariusz tradycji

Został doceniony jako twórca ludowy – w 1977 roku przyjęto go do Stowarzyszenia Twórców Ludowych, a w 1981 otrzymał odznakę Zasłużonego Działacza Kultury.² Jednocześnie pozostał człowiekiem skromnym, stroniącym od rozgłosu.

Jako cymbalista nie wpisuje się w obraz muzyka scenicznego czy wirtuoza. Jest raczej przykładem muzyka „użytkowego” – takiego, który gra, bo tego wymaga sytuacja, wspólnota, chwila. Jego biografia dobrze pokazuje, jak tradycja cymbałów przetrwała w XX wieku: nie dzięki instytucjom, lecz dzięki ludziom, którzy – nawet po przesiedleniach i zmianach świata – nadal potrafili po prostu grać.


Przypisy:

¹ B. Grąziewicz-Chludzińska, Rzeźbił i grał jak podpowiadało mu serce, Węgorzewo 2012.
² B. Grąziewicz-Chludzińska, Jan Girwidz z Węgorzewa, w: Nasze dziedzictwo kulturowe, cz. 1., Węgorzewo 2014.
³ P. Dahlig, Cymbaliści w kulturze polskiej, Warszawa 2013.
⁴ Tamże.

25 kwi 2026

90. urodziny Państwa Kondratów w Worytach

25 kwietnia 2026 roku miejscowość Woryty stała się świadkiem niezwykłej uroczystości. W gościnnych progach „Gierszówki Smak&Relaks” swoje 90. urodziny obchodzili Państwo Urszula i Stanisław Kondratowie. Ten wyjątkowy jubileusz zgromadził liczną rodzinę, która zjechała się nie tylko z różnych zakątków Polski, ale również z zagranicy, by wspólnie świętować dziewięć dekad życia szanownych jubilatów.

Atmosfera spotkania była przesycona radością i wspomnieniami, a wszystko to przy akompaniamencie tradycyjnych instrumentów, które od lat towarzyszą Panu Stanisławowi. O oprawę muzyczną zadbali wyjątkowi goście – cymbaliści Ania Broda oraz Piotr Krupski. Brzmienie cymbałów w połączeniu z bębenkiem obręczowym oraz akordeonem, na którym zagrał bratanek (a zarazem chrześniak) jubilata, stworzyło niepowtarzalny klimat.

W Worytach było cymbalistów wielu

Ania Broda, znana ze swojej charyzmy, nie tylko czarowała melodiami, ale i bawiła gości zabawnymi tekstami, w tym słynnym już „Tango Lumbago”, wywołując uśmiechy na twarzach wszystkich pokoleń obecnych na sali.

Odkrycie tradycji wileńskiej i radiowe opowieści

Dla wielu obecnych była to również okazja do wysłuchania fascynujących historii z życia Pana Stanisława. Jego muzyczna droga jest nierozerwalnie związana z historią regionu i kultywowaniem tradycji wileńskich. Pan Stanisław należał do grupy cymbalistów, których w połowie lat 70. ubiegłego wieku „odkryła” dla szerszej publiczności Maryna Okęcka-Bromkowa, legendarna redaktorka Polskiego Radia Olsztyn.

Niezwykle wzruszającym momentem były wspomnienia o ojcu Pana Stanisława – stolarzu, który własnoręcznie zbudował mu pierwsze cymbały, a jego bratu skrzypce. To właśnie te rodzinne instrumenty stały się fundamentem pasji, która trwa do dziś.

Kazimierz 1980: Sukces kapeli „Ziemia Olsztyńska”

Podczas spotkania przywołano datę przełomową – rok 1980. To wtedy na Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu po raz pierwszy wystąpiła grupa cymbalistów z Wileńszczyzny. W składzie kapeli znaleźli się: Stanisław Kondrat, Bronisław Dowgiałło, Antoni Pawluszkiewicz, Kazimierz Zienkiewicz, Antoni Ciukszo, Stanisław Ciukszo (skrzypek).

Charakterystycznym elementem ich występu były instrumenty z wypisaną białą farbą nazwą „Ziemia Olsztyńska”. Grupa odniosła wówczas wielki sukces, wygrywając m.in. magnetofon, co w tamtych latach było nie lada osiągnięciem.

Dwieście lat, Państwo Kondratowie!

Uroczystość w Worytach była nie tylko celebracją pięknego wieku Państwa Urszuli i Stanisława, ale także żywym dowodem na to, jak muzyka i tradycja potrafią łączyć ludzi ponad granicami i pokoleniami. Jubilatom życzymy kolejnych lat w zdrowiu, otoczeniu kochającej rodziny i dźwiękach ukochanych cymbałów.

Dwieście lat, Państwo Kondratowie!

9 kwi 2026

Dawne i nowe życie cymbalistów wileńskich. Spotkanie z Piotrem Krupskim z Elbląga

Wielkanocny poniedziałek przyniósł mi niezwykle miłą wizytę. Gościłem u siebie panią Aleksandrę Tykarską z Polskiego Radia, z którą odbyłem długą i fascynującą rozmowę. Głównym tematem naszego spotkania były tradycje muzyczne, które przed laty przywędrowały do Polski wraz z przesiedleńcami z Kresów Wschodnich, a w szczególności z piękniej Wileńszczyzny. Efektem tej wielkanocnej wizyty stał się obszerny wywiad, który dotyka niezwykle ważnego dla mnie tematu – ciągłości i ochrony dziedzictwa kulturowego.

Tradycja, która nie umiera

Rozmowa była okazją do spojrzenia na losy muzyków z perspektywy czasu. Dawne życie cymbalistów wileńskich to opowieść o czasach, kiedy instrument ten był nieodłącznym elementem lokalnych wesel, zabaw i świąt na dawnych kresach. To tam, w tyglu wielu kultur, kształtował się ten wyjątkowy styl gry, repertuar i specyficzne brzmienie.

Z kolei „nowe życie” to rzeczywistość powojenna i współczesna. Po II wojnie światowej wielu muzyków musiało opuścić swoje rodzinne strony i osiedlić się w nowych granicach Polski. Mimo trudności i zmiany otoczenia, wielu z nich – w tym mój dziadek – nie porzuciło swojej pasji. Przywieźli ze sobą nie tylko pamięć o tamtych melodiach, ale i same instrumenty, starając się zaszczepić miłość do nich kolejnym pokoleniom.

Moja misja dokumentacyjna

Podczas wywiadu opowiadałem pani Aleksandrze również o moich własnych działaniach związanych z tym instrumentem. Jako badacz i muzyk staram się nie tylko pielęgnować tradycję gry, ale również prowadzić systematyczną dokumentację i poszukiwania śladów dawnych mistrzów. Odszukiwanie archiwalnych nagrań, spisywanie wspomnień czy badanie historii poszczególnych instrumentów to praca na rzecz ocalenia od zapomnienia unikalnego zjawiska, jakim jest wileńska szkoła gry na cymbałach. Dzisiejsze „nowe życie” tych tradycji to właśnie pamięć, publikacje i to, że te instrumenty wciąż brzmią.

Posłuchaj audycji w Polskim Radiu

Wszystkich miłośników muzyki tradycyjnej, historii i kultury kresowej serdecznie zapraszam do wysłuchania tego materiału. Rozmowa z panią Aleksandrą Tykarską to nie tylko wspomnienia, ale też próba odpowiedzi na pytanie, jaka przyszłość czeka to niezwykłe dziedzictwo:


Piotr Krupski w magazynie Źródła w Polskim Radio

Piotr Krupski i Aleksandra Tykarska podczas wywiadu
Piotr Krupski i Aleksandra Tykarska podczas wywiadu