Pomysł na wyjazd do Marcinkonys narodził się już w ubiegłym roku. To wtedy rozpocząłem intensywne przygotowania do multimedialnej prezentacji, która miała stać się sercem mojego wystąpienia na Litwie. Chciałem, aby nie był to tylko suchy wykład, ale żywa opowieść o pamięci i przetrwaniu.
Na prezentację złożyły się biografie wileńskich cymbalistów oraz szczegółowa analiza tego, w jaki sposób tradycja tej gry przetrwała we współczesnych granicach Polski. Choć szczegółowo opisałem kilka kluczowych sylwetek, to zależało mi, aby nikt nie został pominięty – podczas wykładu zaprezentowałem z imienia i nazwiska ponad 50 wileńskich cymbalistów.
Inicjatywa z ubiegłego roku wreszcie się zmaterializowała i w podróż wyruszyłem w piątek, 12 czerwca. Trasa była długa, liczyła prawie 700 kilometrów, ale stała się też okazją do niezwykle ważnych osobistych spotkań.
Serdeczne spotkanie w Rudominie i podróż na Litwę
W Rudominie odwiedziłem rodzinę wileńskiego cymbalisty Piotra Kaczanowskiego. Artykuł o nim, który opublikowałem na blogu w zeszłym roku, do dziś przeczytało ponad 1100 osób, co czyni go najpopularniejszym wpisem w historii tej strony!
 |
| Serdecznie spotkanie z rodziną Piotra Kaczanowskiego |
Spotkanie w Rudominie było niezwykle ciepłe i serdeczne. Miałem ogromną radość i zaszczyt zagrać na moich cymbałach dla bliskich tego niegdyś bardzo popularnego cymbalisty. Ponieważ Rudomino znajduje się blisko Piktokańców – miejscowości, w której mieszka moja rodzina – mam głęboką nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie. Przez napięty grafik i odległość, czas spędzony z krewnymi w Piktokańcach był niestety bardzo krótki.
Po dotarciu na miejsce docelowe – do malowniczego Marcinkonys – trafiłem w samo centrum tętniącej życiem tradycji. Warto wspomnieć, że wieś ta jest siedzibą dyrekcji Dżukijskiego Parku Narodowego. Założony w 1991 roku przy granicy z Białorusią, jest on największym parkiem narodowym na Litwie. Ponad 90% tego gigantycznego terenu stanowią gęste lasy, głównie sosnowe, które są domem dla bogatej fauny. Magii temu miejscu dodaje 48 ukrytych wśród borów jezior oraz liczne rezerwaty przyrody.
W tej niesamowitej, zielonej scenerii kursy gry były zorganizowane perfekcyjnie. Wokół widziałem dziesiątki uczestników, którzy z niesamowitym zaangażowaniem ćwiczyli na harmoniach, skrzypcach, bębenkach i cymbałach.
 |
| Wspólne zdjęcie cymbalistów |
Niezwykli współlokatorzy i wymiana doświadczeń
Los uśmiechnął się do mnie również w kwestii zakwaterowania. Dzieliłem pokój z dwoma wspaniałymi ludźmi: Kazimierasem Blaževičiusem – wybitnym cymbalistą i harmonistą, oraz Arūnasem Lunysem – muzykiem, folklorystą oraz cenionym organizatorem i koordynatorem wydarzeń kulturalnych, mocno zaangażowanym w ochronę i promowanie tradycyjnej kultury muzycznej Litwy. Błyskawicznie znaleźliśmy wspólny język, a Arūnas przekazał mi mnóstwo cennych materiałów źródłowych, które z pewnością wzbogacą moją nowo powstającą monografię.
Dzień wykładu: Warsztaty z bębnem i oklaski dla dawnych mistrzów
W sobotę, 13 czerwca, nadszedł czas na mój wykład. Zanim jednak do tego doszło, sam postanowiłem zamienić się w ucznia. W zeszłym roku kupiłem bęben obręczowy z myślą o wykorzystaniu go w kapeli, ale zupełnie nie potrafiłem na nim grać. Wystarczyło pół godziny spędzone na tamtejszych warsztatach prowadzonych przez Rimę Garsonienė, bym załapał podstawy i zrozumiał mechanikę tego instrumentu.
Mój wykład był prowadzony w języku polskim, a na bieżąco na język litewski tłumaczyła go Katarzyna Cibulskė. Publiczność zgromadziła się licznie i słuchała z zapartym tchem, zasypując mnie potem pytaniami. Najbardziej poruszającym momentem była jednak projekcja filmów archiwalnych pokazujących występy wileńskich cymbalistów przesiedlonych po II wojnie światowej do Polski, a także ich bezpośrednich uczniów. Chciałem ukazać wyjątkowość ich instrumentów i indywidualne style gry.
 |
| Fot. Andrius Cibulskas. Podczas wykładu. |
Reakcja sali przerosła moje oczekiwania. Po każdym filmowym występie publiczność biła gorące brawa – tak, jakby ci dawni mistrzowie stali przed nimi na scenie. Wśród prezentowanych nagrań znalazł się m.in. występ Stanisława Kondrata. Los spiął tę opowieść piękną klamrą: wracając w niedzielę do domu, przejeżdżałem przez Gietrzwałd. Wstąpiłem do Stanisława i Urszuli Kondratów i miałem okazję osobiście opowiedzieć im o sukcesie na Litwie oraz pokazać filmy, które wywołały tak wielkie zainteresowanie w Marcinkonys.
Dźwięki wileńskich tradycji i podglądanie mistrzów przy pracy
Na zakończenie mojej prezentacji również i ja zagrałem na cymbałach wileńskie melodie, które dawno temu wykonywał mój dziadek Józef Krupski. Było to dla mnie ogromnie wzruszające przeżycie. Nie sądziłem, że mój występ wzbudzi również spore zainteresowanie wśród zgromadzonych słuchaczy.
Bardzo frapujące było dla mnie to, w jaki sposób Kazimieras Blaževičius prowadzi swoje kursy gry na cymbałach. Z wielką radością obserwowałem, jak młodzi ludzie stawiają swoje pierwsze kroki w nauce na tym instrumencie. Wielu z tych adeptów widziałem później wśród publiczności podczas mojego wykładu, co pokazuje, jak żywe i autentyczne jest tam zainteresowanie tą tradycją.
Zachwyt dżukijską naturą i podziękowania
Wyjazd to nie tylko praca naukowa, ale też chwile zachwytu nad otaczającą nas naturą. Wieczorem po wykładzie wzięliśmy udział w wycieczce do lokalnego skansenu. Mogliśmy tam podziwiać tradycyjną architekturę, metodę hodowli pszczół w barciach, podziwiać przyrodę oraz odbyć długie rozmowy pod dżukijskim niebem.
Ten wyjazd nie byłby tak wyjątkowy, gdyby nie ludzie. Z całego serca pragnę podziękować:
Katarzynie Cibulskė oraz jej mężowi Andriusowi za przyjaźń i nieocenioną pomoc językową,
Vajdzie Naruševičiūtė – głównej organizatorce całego wydarzenia, za zaproszenie i perfekcyjne przygotowanie imprezy,
Moim współlokatorom – Kazimierasowi Blaževičiusowi oraz Arūnasowi Lunysowi za życzliwość, muzykę i materiały naukowe,
Adamowi Martowi za niespodziewane spotkanie po latach i powrót do pasjonujących rozmów.
Dziękuję również wszystkim niewymienionym z nazwiska osobom, które tam spotkałem za ogromną życzliwość, z jaką spotykałem się na każdym kroku. Tradycja nie zna granic – brzmi w nas niezależnie od tego, gdzie rzuciły nas losy.