![]() |
| Piotr Krupski i Aleksandra Tykarska podczas wywiadu |
9 kwi 2026
Dawne i nowe życie cymbalistów wileńskich. Spotkanie z Piotrem Krupskim z Elbląga
1 kwi 2026
Dźwięk, który rezonuje do serca - wywiad z Anią Brodą
Nasze jak dotąd jedynie spotkanie miało miejsce na wystawie „Walc Niebieski” w Lidzbarku Warmińskim, poświęconej mojemu dziadkowi. Jak z perspektywy czasu wspominasz to wydarzenie i postać Józefa Krupskiego? Czy taka tradycyjna szkoła grania, którą reprezentował on i inni cymbaliści wileńscy, w jakiś sposób w Tobie rezonuje?
Pamiętam to spotkanie bardzo dobrze. Był to dla mnie moment szczególny, w którym po raz pierwszy tak wyraźnie poczułam wielopokoleniowość tradycji muzycznej, która – poprzez cymbały – jest również częścią mnie. Spojrzałam wtedy na ten instrument inaczej. W pewnym sensie przewartościowałam swoje podejście do repertuaru z Wileńszczyzny. Od tamtego czasu zaczęłam dostrzegać w tej muzyce znacznie więcej – nie tylko melodię i rytm, nie tylko samą strukturę dźwięku, ale również to, co się za nim kryje. To jest dla mnie opowieść, która niesie się przez pokolenia. Opowieść zapisana w brzmieniu. Nie miałam możliwości uczyć się gry na cymbałach w rodzinie, dlatego to spotkanie i związana z nim historia były dla mnie czymś zupełnie nowym – trochę jak wejście w kosmos, w nieznaną przestrzeń, która jednocześnie okazała się bardzo bliska. Poczułam, jakbym na chwilę naprawdę zasiadła przy wspólnym stole – razem z autorem wywiadu i jego dziadkiem – słuchając na żywo melodii cymbałów. Myślę, że wileńska szkoła grania rezonuje we mnie raczej pośrednio. Nie jestem cymbalistką, która naśladuje konkretnych muzyków – od początku szukałam własnego języka i własnego sposobu wyrażania się na tym instrumencie. Jednocześnie bardzo często wracam do repertuaru z Wileńszczyzny. Jest on dla mnie niezwykle ważny – zarówno w kontekście historycznym, jak i kulturowym. Mieszkam w Olsztynie, a cymbały na Warmii i Mazurach pojawiły się wraz z ludźmi przesiedlonymi z tamtych terenów, więc ta tradycja jest tu w pewien sposób obecna i żywa. Nie odtwarzam jej wprost, ale inspiruje mnie i czuję, że będę do niej wracać. Być może kiedyś pojawi się projekt bardziej skupiony na tej stylistyce – choć znając siebie, pewnie i tak będzie to interpretacja, a nie rekonstrukcja.
Skąd w Twoim życiu wzięły się cymbały? Jak wspominasz swoje pierwsze spotkanie z tym instrumentem? Czy na początku Twojej "cymbałowej" drogi był jakiś konkretny cymbalista, który Cię zainspirował, czy od początku była to Twoja autorska, samotna podróż?
Cymbały pojawiły się w moim życiu dzięki Witkowi Brodzie, od którego dostałam swój pierwszy instrument. Były to cymbały wykonane przez Szczepana Ozdobę, cymbalistę z Wileńszczyzny, który mieszkał w Kętrzynie. To nie był dla mnie łatwy początek. Trafiłam do środowiska bardzo doświadczonych muzyków, m.in. z Bractwa Ubogich, i choć miałam już doświadczenie wokalne, gra na cymbałach była dla mnie dużym wyzwaniem. Potrzebowałam czasu, żeby się z tym instrumentem oswoić i naprawdę się z nim zintegrować – żeby zacząć wyrażać przez niego emocje, a nie tylko odtwarzać dźwięki. Pamiętam jak pierwszy koncert grałam aluminiowymi łyżeczkami, bo nie miałam jeszcze pałeczek z drewna.
W pewnym sensie była to moja własna, autorska droga. Inspirowaliśmy się różnymi tradycjami – także repertuarem granym przez Kapelę Brodów czy muzyką południa Polski, gdzie cymbały pełniły raczej funkcję towarzyszącą. Z czasem zaczęłam jednak rozwijać rolę tego instrumentu i szukać dla niego własnej przestrzeni – szczególnie w pracy solowej. Bardzo ważne są dla mnie również spotkania z muzykami. Duże znaczenie ma dla mnie relacja ze Stanisławem Kondratem z Gierzwałdu – to kontakt nie tylko muzyczny, ale też ludzki, który mnie inspiruje i daje poczucie ciągłości tej tradycji. Oczywiście znam i cenię również pana Mieczysława Dziemidowicza drugiego cymbalistę z dziada pradziada z Olsztyna oraz Ciebie Piotrze, który też jesteś wielopokoleniowym cymbalistą i to jest fascynujące !
Dlaczego właśnie cymbały? Co sprawiło, że to właśnie ten instrument stał się Twoim głównym środkiem wyrazu? To była miłość od pierwszego uderzenia pałeczką w struny?
Cymbały rzeczywiście zauroczyły mnie od pierwszego dźwięku, ale nie była to łatwa relacja. To instrument wymagający cierpliwości – szczególnie jeśli chodzi o strojenie. To było dla mnie wyzwanie, bo jestem osobą raczej dynamiczną, a tutaj trzeba się zatrzymać, wsłuchać i poświęcić czas. A jednak to właśnie cymbały do mnie przyszły – i zostały.
Na jakich cymbałach grasz obecnie? Czy to instrumenty budowane pod Twoje zamówienie, czy mają jakąś dłuższą historię? W jaki sposób masz nastrojone swoje cymbały? Czy to strój chromatyczny, diatoniczny, a może eksperymentujesz, żeby dopasować instrument do swoich kompozycji?
Obecnie gram na dwóch instrumentach. Jeden z nich to moje pierwsze cymbały wykonane przez Szczepana Ozdobę – można powiedzieć, że mają już dziś wartość historyczną. Drugi instrument został zbudowany specjalnie dla mnie w 2014 roku przez Artura Jachimowicza, potomka cymbalistów z Wileńszczyzny. Ma on większą skalę i daje mi więcej możliwości brzmieniowych. Jeśli chodzi o strój, pozostałam przy tym, który był obecny w moich pierwszych cymbałach. Z czasem trochę go rozwinęłam, ale nadal jest to system, który dobrze współgra z muzyką, którą tworzę. Nie jest to strój chromatyczny – raczej pewna własna, durowo-molowa przestrzeń, do której jestem przywiązana.
![]() |
| Cymbały Ani Brody wykonane przez Artura Jachimowicza (fot. Piotr Łysakowski) |
Jak oceniasz nasze dzisiejsze środowisko cymbałowe? Czy widzisz rosnące (lub nie) zainteresowanie tym instrumentem wśród młodych muzyków?
Myślę, że zainteresowanie cymbałami rośnie. Coraz więcej osób sięga po ten instrument – czasem jako dodatkowy kolor w zespole, a czasem jako główny środek wyrazu.
Nad czym teraz pracujesz, jeśli możesz uchylić rąbka tajemnicy? Czy możemy spodziewać się nowych nagrań, w których Twoje cymbały pokażą nam swoje kolejne, być może nieodkryte jeszcze oblicze?
To, nad czym teraz pracuję, w dużej mierze pozostaje jeszcze tajemnicą.
I ostatnie pytanie. Wspomniałaś o czymś przewrotnym a propos samej nazwy instrumentu...
Nie taki „cymbał” straszny, jak go malują.
28 mar 2026
Posłuchaj najstarszego nagrania cymbałów
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak brzmiała muzyka u progu nowoczesności, zanim płyty winylowe, kasety, płyty CD, czy serwisy streamingowe stały się codziennością? Aby to sprawdzić, musimy cofnąć się do czasów, gdy dźwięk nie był zapisywany w zerach i jedynkach, ale żłobiony fizycznie w wirującym wosku.
Początek ery zapisu: Wałki Edisona
Zanim świat usłyszał o gramofonie, Thomas Alva Edison w 1877 roku zaprezentował wynalazek, który na zawsze zmienił naszą relację z czasem – fonograf. Technologia ta opierała się na wirujących wałkach (początkowo pokrytych folią cynową, a później twardym woskiem), na których igła drgająca pod wpływem fali dźwiękowej żłobiła mikroskopijny rowek.
Najstarsze zachowane nagranie dokonane przez samego Edisona na fonografie pochodzi z 1877 roku, na którym wynalazca recytuje wierszyk „Mary Had a Little Lamb”. Choć jakość tych nagrań z dzisiejszej perspektywy wydaje się beznadziejna i pełna trzasków, to właśnie te woskowe wałki stały się pierwszymi w historii „kapsułami czasu”.
![]() |
| Wałek do fonografu Edisona |
Rok 1901: Cymbały wchodzą do studia
Thomas Edison nie tylko wynalazł technologię, ale był też niezwykle aktywnym dokumentalistą. To właśnie dzięki jego pasji możemy dziś dotrzeć do najstarszych w historii rejestracji gry na cymbałach.
Na początku XX wieku cymbały zainteresowały pionierów fonografii w USA. Pierwszym artystą w historii, który odważył się uwiecznić brzmienie cymbałów na wałku Edisona, był Roy Gibson.
Roy Gibson – tajemniczy wirtuoz z Ohio?
O samym Gibsonie historia milczy – poza faktem, że stanął przed tubą fonografu, nie wiemy o nim niemal nic. Badacze domniemywają jedynie, że mógł pochodzić z Ohio, sądząc po doborze repertuaru, który zarejestrował.
W kwietniu 1901 roku Roy Gibson nagrał trzy historyczne utwory:
„Gibson March” (EC# 7769)
„Rosetzky March” (EC# 7770)
„7th Ohio Regiment March” (EC# 7771)
Muzyk najwyraźniej spodobał się producentom, bo w październiku tego samego roku powrócił do studia, by zarejestrować kolejny utwór: „March Arcadia” (EC# 7933).
Zapraszam do wehikułu czasu
Słuchając tego nagrania, musimy pamiętać, że obcujemy z dźwiękiem sprzed 125 lat. To niesamowite, że technologia woskowych wałków pozwala nam usłyszeć grę na cymbałach człowieka, o którym praktycznie nie wiemy nic, a który stał się pierwszym "utrwalonym" cymbalistą.
Zapraszam Was do niezwykłej podróży. Zamknijcie oczy, przebijcie się przez szum stuletniego wosku i posłuchajcie, jak w 1901 roku brzmiały cymbały Roya Gibsona: Gibson march
P.S. Polska tragedia: Archiwum Fonograficzne w ogniu
Podczas gdy nagrania Roya Gibsona bezpiecznie spoczywały w amerykańskich archiwach, polskie dziedzictwo dźwiękowe spotkał tragiczny los. W 1930 roku w Poznaniu (a później w Warszawie) powstało Regionalne Archiwum Fonograficzne, założone przez prof. Łucjana Kamieńskiego. Była to jedna z najnowocześniejszych placówek w Europie, gromadząca tysiące unikalnych nagrań muzyki ludowej z całej II Rzeczypospolitej – w tym być może bezcenne rejestracje cymbalistów z Wileńszczyzny.
Niestety, historia polskiej fonografii ma swoją "czarną datę". W 1944 roku, podczas Powstania Warszawskiego, niemal całe zgromadzone archiwum (liczące około 20 000 nagrań na wałkach woskowych i płytach) spłonęło w ruinach Warszawy. Dla badaczy polskiego folkloru to niepowetowana strata.
20 mar 2026
Cymbały w USA: Rozmach, o którym u nas się nie śni
Hammered Dulcimer
Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądają cymbały za oceanem? Podczas gdy u nas walka o przetrwanie tradycji ludowej często toczy się w małych ośrodkach, w USA tysiące ludzi zjeżdża się na festiwale, by wspólnie grać na instrumentach, które – choć budowane współcześnie – brzmią dla nas znajomo.
Podobne do tych, na których gra się w Polsce, noszą nazwę Hammered Dulcimer. Trzeba na to uważać, bo samo słowo „dulcimer” często odnosi się do Appalachian Dulcimer (innego instrumentu szarpanego, trzymanego na kolanach), który z naszymi cymbałami nie ma nic wspólnego.
![]() |
| Hammered Dulcimer (fot. masterworksok.com) |
Cymbały do USA przywędrowały z osadnikami z Europy. Większość wczesnych budowniczych i cymbalistów była potomkami imigrantów kolonialnych. Konstrukcja i styl gry na cymbałach były kontynuacją wzorców wypracowanych w brytyjskich koloniach jeszcze w XVIII wieku. Wtedy cymbały były sprowadzane z Anglii i Irlandii, choć istnieją również dowody na to, że instrumenty te trafiały do USA także z Niemiec. Ich rozkwit nastąpił w połowie XIX w głównie na wsi. Cymbały były cenione za stosunkowo prostą budowę i większą odporność na wilgoć niż ówczesne pianina. Najstarszy zachowany egzemplarz cymbałów (ok. 1800–1805 r.) należał do Elizabeth Garbutt z Nowego Jorku. Z czasem cymbały straciły popularność wśród elit na rzecz coraz tańszych i bardziej dostępnych pianin, stając się instrumentem bardziej wiejskim i ludowym. Jeśli chcesz poznać szczegółową historię cymbałów i cymbalistów w USA, to koniecznie zajrzyj na stronę Paula Gifforda: www.giffordmusic.net
Wielka rewolucja: lata 70. i "revival"
W USA w latach 60 i 70. XX w. nastąpił potężny powrót do korzeni. Największą legendą stał się Evart Hammered Dulcimer Festival w Michigan (często nazywany największym zjazdem cymbalistów na świecie). Tysiące ludzi przyjeżdża tam z przyczepami kempingowymi, by wspólnie grać przy ogniskach. To zupełnie inna skala niż nasze festiwale – tam to masowy ruch społeczny.
Standaryzacja układu dźwięków
W przeciwieństwie do różnych, najczęściej diatonicznych strojów ludowych w Polsce, tam większość instrumentów buduje się tak, aby każdy mógł usiąść do instrumentu kolegi i od razu na nim zagrać. To ułatwiło masową naukę i pisanie podręczników. Dulcimer Crossing to jedna z największych platform z kursami online: dulcimercrossing.com
![]() |
| Strój hammered dulcimer (fot. masterworksok.com) |
Producenci cymbałów
W Stanach Zjednoczonych dwie firmy wyznaczają standardy nowoczesnego instrumentu:
Dusty Strings (Seattle) to prawdopodobnie najbardziej znana wytwórnia. Ich strona to świetne miejsce, by zobaczyć, jak wyglądają instrumenty budowane z użyciem nowoczesnych technologii, a jednocześnie z ogromnym poszanowaniem dla akustyki drewna: dustystrings.com
![]() |
| Amerykańskie cymbały (fot. dustystrings.com) |
Master Works jest firmą znaną z bardzo precyzyjnie wykonanych instrumentów, często używanych przez profesjonalnych muzyków folkowych w USA: masterworksok.com
Największe stowarzyszenie, festiwale i wydawnictwo
To tutaj bije serce amerykańskiego ruchu cymbałowego. Jeśli chcesz zobaczyć skalę zjawiska, zajrzyj pod te dwa linki:
Evart Funfest (Michigan Dulcimer Music Festival) to absolutnie największe wydarzenie na świecie. Tysiące ludzi zjeżdża się z instrumentami, by przez kilka dni wspólnie muzykować. Koniecznie to zobaczcie: evartdulcimerfest.org
Przeglądając kalendarze wydarzeń dotyczące cymbałów, widać że w USA cymbały to nie tylko historia, ale potężny ruch społeczny. Znaleźć w nim można festiwale, sympozja i warsztaty. Wydarzenia odbywają się niemal w każdym stanie, od Oregonu i Kalifornii na zachodzie, przez Indianę i Illinois na środkowym zachodzie, aż po Wirginię i Nowy Jork na wschodnim wybrzeżu. Większość z nich to nie tylko koncerty, ale przede wszystkim warsztaty. Lista instruktorów przy każdym wydarzeniu jest imponująca.
![]() |
| Evart Funfest, 1980 r. (fot. Evart Funfest) |
The Dulcimer Players News to kwartalnik i portal, który od lat 70. XX w. dokumentuje wszystko, co dzieje się w świecie cymbałów (zarówno "szarpanych", jak i "uderzanych"). To prawdziwa encyklopedia wiedzy z dużym archiwum: dpnews.com
![]() |
| Kilka okładek "Dulcimer Players News" (fot. Dulcimer Players News) |
Gdzie w tym wszystkim jesteśmy my?
Patrząc na ten amerykański rozmach, czasem czuję ukłucie zazdrości, ale też dumy. Oni mają systemy, podręczniki i fabryki. My mamy coś innego – surowość, unikalne strojenia i szkołę gry przekazywaną z rąk do rąk. Kilka lat temu marzyłem o szkółce cymbałowej w Elblągu. Projekt utknął w urzędach. Ale patrząc na Amerykanów, uczę się jednego: nie czekać na pozwolenie. Jeśli oni mogą budować społeczność wokół ogniska, ja mogę budować ją tutaj, bez grantów, z pasją.
19 mar 2026
Pęknięcie? Mój sprawdzony sposób na ratunek dla cymbałów
![]() |
| Cztery etapy mojej naprawy: 1. Widoczne pęknięcie, 2. Wiercenie otworu, 3. Oczyszczone miejsce naprawy, 4. Efekt końcowy po zaszpachlowaniu. |
![]() |
| Szpachlówka naturalna w kolorze dębu ciemnego – mój wybór do wypełnienia otworu. |











